![]() |
|
2010 |
i wish i could see you naked
Absurdem jest to, że jedzenie się robi 3 dni przed świętami, a po pierwszym obiedzie i tak już nikt nie chce tego jeść...
Któregoś roku nadchodzi taka chwila, gdy zamiast 'we wish you a merry christmas' zaczynasz śpiewać 'i wish i could see you naked' :-) kokardka 2010-12-25 20:06:17 skomentuj (3) Z cyklu "Rozmowy na poziomie"
Szymek (lat 5): -Ja to zrobiłem jak byłem mały...
kallipsa (lat niemal 20 jakby ktoś nie wiedział): -Jak byłeś mały... A to teraz jaki jesteś? Sz: -Duży! (dumny jak ...) kall: -Mhm, w takim razie jaka ja jestem? Sz: -Yyyy... Najduża! Tymczasem Najduża idzie prasować firanki ;) kokardka 2010-12-16 16:11:30 skomentuj (0) wsiadł do autobusu człowiek z liściem na głowie
Przeraża mnie to, jak w dzisiejszych czasach ludzie się bronią przed okazywaniem emocji. Stoję na przystanku.
Przejeżdżają autobusy. 139, 501, 179. Dziesiątki ludzi migają mi przed nosem. Szara masa, pusta masa, poza tym, że się poruszają, żadnych oznak życia. Słuchawki na uszach odgradzają ich od świata na zewnątrz. Spieszą się. Nie widzą, że padający śnieg w pomarańczowym świetle latarni wygląda jak cukier puder. Nie widzą jak pięknie ktoś wystoił okno wystawy w sklepie po drugiej stronie ulicy. Oczy w chodnik. Coraz więcej ludzi, coraz więcej autobusów. 159, 208. Patrzę teraz na ludzi, którzy stoją obok. Widzę to samo co przed chwilą. Słuchawki na uszach, wzrok w chodnik. Jestem przekonana, że część z nich miała dobry dzień, że są szczęśliwi. Czemu do cholery nikt się nie uśmiecha?! Na pewno jest wśród nich ktoś, komu serce pęka na pół, ale nie, nie będzie mieć szklanych oczu, bo to jest nie na miejscu w XXI wieku. Mam wrażenie, że jakiekolwiek emocje są nie na miejscu. Znowu 501. Oglądałam dziś jeden z moich ulubionych filmów jak wracałam do domu. Oczywiście popłakałam się jak bóbr. Się dziwnie patrzyli. Oni. Ci bez emocji. Zastanawiam się czy oni je w sobie już zabili, czy jeszcze są gdzieś na dnie, jeszcze można je uratować? Przyjeżdża kolejny autobus. Wysiada kobieta z dwójką dzieci. Starsza dziewczynka płacze, druga próbuje ją rozśmieszyć. W którym momencie życia pojawia się ta blokada, który dzień jest dniem, w którym stwierdzają, że DOŚĆ, od dzisiaj koniec, od dzisiaj będę twarda, nikt nie będzie wiedzieć co czuję naprawdę. 139, 179. Dlaczego czekając tak długo na tym zatłoczonym przystanku, gdzie mijały mnie w ciągu minuty dziesiątki osób, dlaczego w tym tłumie, teraz, kiedy każdy ma prawo wyrażać swoje zdanie, pokazywać co myśli, dlaczego to co czujemy pozostaje schowane? Nie złamie mnie ten tłum. Jak jestem szczęśliwa- śmieję się, jak jest mi źle płaczę. Mam w nosie to co myślą ludzie w autobusie, którzy widzą, że po policzku spływają mi łzy. Nie będę grać w ich niemym teatrze. Przed Gwiazdką szczególnie przeraża mnie ten udawany świat. kokardka 2010-12-15 23:53:12 skomentuj (4) zima zima zima
Wprawdzie mialam pisać, ale że mogę tylko o śniegu to nie wiem czy jest sens. Ale zaryzykuję.
"Mój i Śniega Bed Rołmens" Pierwszego dnia spadło 20 cm. 20 cm to jest to, co określam jako Niezbędne Minimum (absolutnie bez podtekstów), byłam więc Zadowolona, że pierwszego dnia już osiągneliśmy taki sukces. Nie wspomniał jednak, że będzie przybywać go całą noc. Gdy obudziłam się rano, było już jakieś 35 cm, co doprowadziło mnie do radosnego szaleństwa, które trwało do momentu, aż przypomniałam sobie, że jedyny zdolny do odśnieżania mężczyzna w tej rodzinie wyjechał do Stolycy i nie będzie go przez najbliższe 4 dni. A, że druga kobieta zdolna do odśnieżania w tej rodzinie była akurat w pracy, okazałam się być jedyną kobietą zdolną do odśnieżania w tej rodzinie. Moja zdolność do odśnieżania trwała półtorej godziny, tyle zajęło mu by wypocić moje wszystkie siły. Bo był mokry i ciężki. I dobrze przez noc ubity. Potem pojechałam do Krakowa. (przelotne romanse krakowskie pomijam, gdyż tam był tylko delikatny flirt ze śniegobłotobrejoczymś i jeden soczysty dzień z wodą) Wróciłam wczoraj. Z warstw zalegających na ogrodzie wnioskuję, że magiczną granicę Pół Metra już dawno przekroczyliśmy, a jego dalej przybywa. Jedyny zdolny do odśnieżania mężczyzna w tej rodzinie na szczęście już wrócił i walczy z żywiołem jakieś 3-4 razy dziennie. Ja od tej walki migam się robieniem zupy. I makaronu. Kocham go, lecz jest to trudna miłość, bo on ciągle jednak spada na drogi i chodniki, chociaż ze łzami w oczach proszę 'nie rób tego!'. On jednak jest nieczuły na krynice moich łez. Nie wiem co będzie z nami dalej. Mam tyle cudownych wspólnych wspomnień, daje mi tyle radości, ale to co robi teraz jest trudne do zniesienia... Pozostaje mi tylko czekać. I wplątać w ten trójkąt łopatę. kokardka 2010-12-03 23:00:05 skomentuj (2) nice.
Przypomniałam sobie, że nie mam podbitej książeczki, w związku z czym w żadnym szpitalu mnie nie przyjmą, zatem nie poszłam. W zasadzie czuję się już dobrze i tylko megaguz z tyłu głowy przypomina mi dlaczego alkohol to zło.
Matko kochana, ale mi się nie chce robić tych 3 prezentacji i 2 prac zaliczeniowych, które powinnam była zrobić w weekend. A jutro punkt 8:45 muszę być na wydziale, hell yeah. kokardka 2010-11-23 23:26:00 skomentuj (0) |
Stare śmieci kallblog Z Wenus Foksal Diablotka Szarlotka Frotka Sq Kutujka Zmorka UAś! MGiH Skaf_ Katinka Kasiula Żaba Kasia Maua Aniared Tygłysica Acquaintance Niesforna Matka Fiolka Rinonka Goga Zimno Mi Sanderka Scars Z Marsa Zby & Futro WP Pstryk! |